Protest wędkarzy !!!

Wyszukiwarka

Protest wędkarzy: PZW odławia nasze ryby sieciami, działacze zarobią miliony
Władze Polskiego Związku Wędkarskiego wyprzedają zgromadzony przez lata majątek. Ograniczają demokratyczne procedury, a ze stowarzyszenia chcą zrobić dochodowy interes - twierdzą wędkarze, którzy zamierzają pikietować obrady Nadzwyczajnego Zjazdu PZW.

Protestujemy, bo w polskich wodach nie ma ryb. Nie ma, bo są rozkradane - mówi Sati Jabaji, jeden z organizatorów protestu, członek wyszkowskiego koła. On i kilku jego kolegów ma stanąć przed sądem koleżeńskim za swoją działalność. Mimo to są zdesperowani.

Trudno powiedzieć, ile osób przyjdzie na jutrzejszą pikietę. Według Jabaji "ludzie się boją, ręce działaczy związku sięgają daleko". - Proszę pamiętać, że chodzi o niebagatelne pieniądze, miliardy złotych - podkreśla.

Zasadniczo w tym sporze chodzi o to, że grupa działaczy stowarzyszenie zrzeszające hobbystów przekształca w coś, jak myślę, na kształt dochodowego przedsiębiorstwa - mówi Jacek Kolendowicz, wędkarz i redaktor naczelny Wędkarskiego Świata.


Bezpośrednią przyczyną pikiety są zmiany w statucie i ordynacji wyborczej. Nie były one konsultowane z szerokimi masami członków, a jedynie rozesłane delegatom na nadzwyczajny Zjazd. Wiele zapisów budzi kontrowersje. Jednak najbardziej bulwersują protestujących dwie rzeczy: ograniczenie praw wyborczych członków związku (pełne mają mieć ci, którzy już 5 lat zasiadają we władzach) i pensje dla członków zarządu.

- To pierwsze rozwiązanie jest zarówno niedemokratyczne jak i, w mojej ocenie, bezprawne - mówi Kolendowicz. Jabaji dodaje, że i tak większość członków władz jest grubo po 60. A teraz będzie jeszcze gorzej.

Drugi z krytykowanych zapisów nie jest niezgodny z prawem, ale, wg. wędkarzy, z duchem stowarzyszenia. PZW ma swoje biura i ich pracownicy pobierają pensje. Nie ma powodu, zdaniem szeregowych członków, by płacić jeszcze działaczom. Ze względu na skomplikowaną strukturę PZW, w grę wchodzi nawet... 20 tys. etatów.

Skąd pieniądze na to wszystko?

PZW jest największym dzierżawcą wód, z zasady należących do skarbu państwa. Ma obowiązek dokonywać zarybień z czego zresztą, zdaniem organizatorów pikiety, nie dość starannie się wywiązuje. Mają podejrzenia, że duża część zarybień ma miejsce tylko na papierze.

- Jednak clou polega na tym, że PZW sprzedaje te same ryby dwa razy. Raz, swoim członkom od których pobiera składki. Dwa w najzwyklejszych sieciowych połowach. Samo mazurskie gospodarstwo rybackie ZG PZW to 129 jezior! 22 tysiące hektarów, tony ryb.

PZPN przy naszym związku i jego działacze przy naszych to biedacy - śmieje się Jabaji. - Ale jeśli chcesz w Polsce wędkować to zasadniczo nie masz wyboru: musisz należeć do PZW.

Marcin Mizieliński, rzecznik ZG PZW poinformował nas, że nie ustosunkuje się do zarzutów organizatorów pikiety, które, tak ogólnie, uznaje za błahe, ani mailowo ani telefonicznie. Zaproponował osobistą rozmowę z prezesem PZW, Dionizym Ziemieckim. Problem w tym, że na stawienie się w siedzibie PZW dał nam... kwadrans.


Informacja pochodzi z WP Wiadomości

Script logo
Script logo
Do Góry
Szybki Kontakt